niedziela, 20 kwietnia 2014

Ja po prostu wszystko chrzanię

W co się bawić w czasie świąt wielkanocnych? Jajeczkiem? Każdy pewnie powie - tak. Ale czy można bawić się nim, czy służy jedynie do konsumpcji ? Moim zdaniem „jaj” nie brakuje nam na co dzień i czasami powodują nadmierne trzęsienie przepony i nudności. Pasztecik, szyneczka, chrzanik? Może i tak. Ale przecież nie samym pasztetem czy szyneczką człowiek żyje, bo do tego potrzeba też trochę optymizmu. A z tym, raczej u nas krucho…

Rozglądam się dookoła siebie, wertuję gazety, a tu na pierwszych stronach dzienników dostrzegam raporty o niżu demograficznym w kraju. Ale z Was kozacy panowie… Chociaż może i macie rację, bo dzieci nie wystarczy płodzić. Trzeba na nie również łożyć. No, ale jednak jakoś rozmnożyliśmy się. Dlaczego? Hm… Temat arcytrudny, dosyć śliski i żadne płaskie dowcipy tu nie pomogą, bo od niepamiętnych lat nie ma już wyłączeń prądu?! A jeżeli, to na parę godzin i to w ciągu dnia.  


Spróbujcie więc, przy najbliższym, towarzyskim spotkaniu, ot chociażby z okazji Świąt Wielkanocnych pogadać o tym ze współbiesiadnikami, a przekonacie się, że co głowa, to inna opinia. Rozmnożyliśmy się na złość rządowi? A niby dlaczego? Przecież dba o godziwe porozumienie z Kościołem. Ja zaś bardzo chciałabym zobaczyć tego „oportunistę”, który przy poczęciu dziecięcia dokonuje serii podyktowanych przez matkę naturę ruchów z zaciśniętymi zębami… Na złość! Ale komu?! Tak więc, w tym momencie sprawa też nie jest prosta. Między innymi i dla oportunisty.


Ktoś o zdrowym rozsądku rzekłby pewnie, że najwięcej dzieci mają najuboższe rodziny. To akurat prawda, ale nie chciałabym swym komentarzem psuć świątecznego nastroju, bo nie ukrywam, że z mojej strony padłoby tu wiele bolesnych zarzutów pod adresem różnych instytucji. W tym Kościoła. Ale wracając do tematu czy rzeczywiście jesteśmy tą „najuboższą rodziną” na świecie? Owszem, kryzys zafundowaliśmy sobie sami. I to po uszy! A żeby go teraz opanować potrzeba czasu i cierpliwości. Chociaż ja osobiście absolutnie nie wierzę, że w obecnym ustroju da się cokolwiek opanować czy ujarzmić (a zwłaszcza rozpasane władze).


Pamiętam jak przed laty media rozpisywały się o zmęczonym społeczeństwie. A co powiedzieć dziś? Nie mamy przecież ani jednego działu gospodarki, który funkcjonowałby normalnie, a jej koła coraz bardziej buksują w piachu. Jak zapobiec narastającej fali bezrobocia? Należymy ponoć do najbrudniejszych krajów świata i czego by nie dotknąć – zajmujemy kiepskie miejsce wśród innych. Bo, chyba raczej trudno uznać pierwszeństwo w spożyciu alkoholu za chlubę?!

Mogłabym w nieskończoność wyliczać te wszystkie niedoskonałości, z powodu których padamy na twarz ze zmęczenia. Zwłaszcza, ze zmęczenia życiem, bo jeden człowiek męczy drugiego. Spóźniający się kierowca autobusu – meczy pasażerów, leniwa i pyskata urzędniczka – petentów itp. I tak w kółko doduszamy się wzajemnie. Chociaż mamy też parę mitów, którymi możemy karmić się do syta, które nas budują i wynoszą ponad innych. Na przykład głębokie przekonanie, że Ameryka nas kocha, że wschodni bratankowie podążają za nami krok w krok, a pozostałym krajom szczęka opada ze zdumienia, bo Polak to ho, ho!



Już widzę niezadowolenie niektórych, kiedy stwierdzę, że świat nie kocha nas aż tak do szaleństwa. A dowodem na to jest chociażby to, że obcy kapitał wiąże się z naszym dosyć niemrawo. Innym mitem jest nasza polska pracowitość, nadprzyrodzone talenty i zdolności. Kto tylko wyjeżdża poza granice naszego państwa w celach zarobkowych, od razu robi karierę. I po powrocie podtrzymuje ten mit. Jednak w przypływie szczerości może się przyznać, że był tam tylko garkotłukiem, opłacanych według naszych stawek. Niezły „pasztet z chrzanikiem”. Prawda? Czy wystarczający na świąteczny stół? Chyba nie, bo zarówno jak „jaja”, mamy go na co dzień. Ale ja osobiście, po prostu to wszystko chrzanię!

                                                                                             



                                                                                             











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz